Opinie

Tamar Gelashwili-Dąbrowska - Gruzinka mieszkająca w Polsce (kaukaz.pl)

Mój ulubiony fragment "Gaumardżos" to rozdział "Ucieczka z mandarynkowego raju". To opis morskiej podróży Marcina w czasie jednej z gruzińskich wojen. Po wielu dramatycznych chwilach, statek, na którym płynął autor cudem dobił do portu w Poti. Bardzo poruszająca jest scena powitań z najbliższymi. I świadomość tych ludzi, że niewiele brakowało, a nie dane by im było już nigdy się zobaczyć.

Radek Polak - fotograf, jeden z bohaterów "Gaumardżos"

Ania i Marcin robią w "Gaumardżos" coś, czego do tej pory w książkach o Gruzji nie było: skupiają się na obyczajowości. Pokazują czytelnikowi młodą Gruzję. Gruzję naszego pokolenia.

Był oczywiście Jagielski, Górecki, był Kapuściński, ale każdy z nich opisywał po pierwsze czasy w pewnym sensie historyczne - czyli lata 60’, 80’, 90’ - po drugie bardziej konteksty polityczne niż obyczajowe. Rzadko kiedy Tibilisi i inteligencja tibiliska były tematem ich opowieści. A tutaj – u Marcina i Ani – ta współczesność jest obecna. I to jest bardzo duży plus „Gaumardżos”.

Dorota Wellman - dziennikarka

Dzięki Ance Dziewit i Marcinowi Mellerowi (którzy kochają się i razem kochają Gruzję) chcę tam pojechać znowu. Pozazdrościłam im gościnnych gruzińskich przyjaciół, śpiewów i picia do rana, spotkań z historią… Jadę i Państwo też się zbierają!

Wojciech Górecki - ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich, autor książek "Toast za przodków" i "Planeta Kaukaz"

„Gaumardżos!” jest książką o radości życia i sztuce świętowania, której Gruzini są mistrzami. Jak w dobrym gruzińskim toaście nie brak w niej jednak głębszej refleksji, szczypty nostalgii, dramatycznych suspensów.
Autorzy pokazują Gruzję bardzo zmysłową. Wiele tu fragmentów działających na zmysł słuchu: o muzyce, tańcu, pieśniach; smaku: o potrawach i kuchni gruzińskiej. Czytelnik znajdzie też bardzo plastyczne opisy gruzińskiej przyrody.

Katarzyna Pakosińska - dziennikarka, aktorka, miłośniczka Gruzji

"Gaumardżos" może przeczytać każdy, kto jest zainteresowany czymś więcej niż własny "ogródek". Każdy, kto lubi historie ciekawe i prawdziwe. Czasem całkiem pokręcone.
Czy Ania i Marcin idealizują Gruzję? To "ichnie" spojrzenie. Dzięki im i moim rekomendacjom Gruzję odwiedziło sporo naszych znajomych. I wszyscy wracali w "różowych okularach". W Gruzji znajdujemy coś więcej. Coś, co - choć nie do końca sobie z tego zdajemy sprawę - w Polsce już powoli tracimy. Taką frajdę z bycia z obok siebie, łapania chwili, przekształcania tej chwili w coś fajnego.

Syndicate content